The Trigger Effect, reż. D. Koepp, 1996.

Moralność chodzi po kablach

Zobaczyłem zaskakująco uroczy film sprzed dwudziestu lat – The Trigger Effect, w polskim przekładzie Mroczne Miasto*. Gra w nim Kyle MacLachlan. Fabuła opowiada o tym, co się dzieje, kiedy w suburbii przestaje działać prąd. Wszystko się sypie, główny bohater nie ma jak kupić antybiotyku dla dziecka, bo „system” w aptece nie działa. Ludzie zaczynają być dla siebie na nowo groźni, padają strzały, rodzina z niemowlakiem ucieka do innego miasta, po drodze przeżywając survivalowe przygody na pustyni.

To dość mroczny film, choć utrzymany w przedziwnej konwencji filmów z tej epoki – w pół drogi między post-apo a filmem familijnym. A może to przez te rozszalałe obyczaje XXI wieku tak mi się wydaje, może to po prostu thriller dla dorosłych. I opowiada w klarowny sposób o pewnej rzeczy, którą, jak mi się wydaje, każda osoba zainteresowana nowymi technologiami musi w ten czy inny sposób przemyśleć. Otóż, szanowni Państwo, rzeczy mają pewną sprawczość, którą niekiedy nadają im sami ludzie.

Czytaj dalej Moralność chodzi po kablach

Piotr Kubiński napisał książkę o grach. Czytajcie ją

"Gry wideo. Zarys poetyki" – Piotr Kubiński, wyd. Universitas, Kraków 2016.
„Gry wideo. Zarys poetyki” – Piotr Kubiński, wyd. Universitas, Kraków 2016.

Zrozumienie gier wideo może być kluczowe dla zrozumienia kultury cyfrowej w ogóle. Dogodnego argumentu na poparcie tej tezy dostarcza Howard Warshaw w wywiadzie zarejestrowanym na potrzeby filmu dokumentalnego Atari: Game Over. Warshaw mówi w nim, że dzięki temu, że na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych robił gry na Atari, wywarł znaczący wpływ na kształt dzisiejszego świata. Przede wszystkim dlatego, że osoby, które dzisiaj pracują w przemyśle i w znacznej mierze decydują o kształcie cyfrowej współczesności, często po raz pierwszy stykały się z komputerami właśnie grając.

Kontynuując myśl Warshawa, należy powiedzieć, że gry wideo wywarły niebagatelny wpływ na rozwój technologii i kształt współczesnej kultury cyfrowej. Gry wideo, dzięki swojej rosnącej popularności:

  1. dawały ekonomiczny impuls do rozwoju urządzeń technicznych umożliwiających uruchamianie coraz bardziej skomplikowanych tytułów (patrz: wszystkie podzespoły współczesnych komputerów, a szczególnie karty graficzne)
  2. rozpalały pasje projektowania i pisania oprogramowania (patrz: demo scena),
  3. wprowadzały do użytku nowe metody wizualizacji, które w nieustannie zmieniającej się formie nadal się rozwijają (patrz: grafika 2D i 3D, efekty cząsteczkowe i świetlne, konwencje projektowania menu czy ikon, perspektywy kamery),
  4. rozwijały się synchronicznie z interfejsami pozwalającymi włączać ludzkie ciała w relacje z krzemowymi obwodami i renderowanymi rzeczywistościami (patrz: pady i inne kontrolery, dzisiaj choćby VR czy ekrany dotykowe),
  5. umożliwiały „zwykłym” ludziom oswajanie komputerów i nawiązywanie z nimi komunikacji w bezpiecznych środowiskach zapełnionych dodatkowymi podnietami przeznaczonymi dla wyobraźni przywykłej do literatury czy kina.

Dlatego też osoba pragnąca dzisiaj zrozumieć, o co chodzi z kulturą cyfrową i jak to wszystko działa, powinna orientować się w grach wideo. Piotr Kubiński swoją książką Gry wideo. Zarys poetyki (wyd. Universitas, Kraków 2016, sklep wydawcy, academia.edu) dostarcza całkiem sensownej drogi wejścia w tę tematykę. Czytaj dalej Piotr Kubiński napisał książkę o grach. Czytajcie ją

Stan internetu w Polsce

Stan czytelnictwa w Polsce w 2015 roku. Autorzy: Dominika Michalak, Izabela Koryś, Jarosław Kopeć

Dziś premierę miał raport Stan czytelnictwa w Polsce w 2015 roku, którego byłem współautorem.

Raport jest opracowaniem badania ilościowego na reprezentatywnej grupie Polaków w wieku 15+. Omawia różne problemy związane z czytaniem książek, prasy i… korzystaniem z internetu.

Czytaj dalej Stan internetu w Polsce

Prywatność została wynaleziona. I co z tego?

Greg Ferenstein zwraca uwagę, że prywatność została wynaleziona, a nie była od zawsze naturalnym pragnieniem człowieka. Wspomina o tym, że dopiero u schyłku średniowiecza zaczęto budować ściany wewnątrz domów. Wcześniej budynki nie umożliwiały odseparowania od siebie domowników. Dopiero od mniej więcej osiemnastego wieku Europejczycy nie śpią w tych samych łóżkach ze zgrajami dzieci, a pierwsze prawa chroniące prywatność obywateli wprowadzono w Stanach Zjednoczonych dopiero w XIX wieku. Nawet jeśli wejrzymy do polskich domów dziś lub na za pośrednictwem archiwalnych fotografii, nikogo chyba nie będzie dziwił widok ciasnych współdzielonych pokojów, w których trudno o intymność.

Ferenstein wyjaśnia, że ludzie historycznie byli skłonni oddawać prywatność za jakiś rodzaj zysku innego rodzaju, zazwyczaj o charakterze ekonomicznym. Dzisiaj też to robimy, przeglądając darmowy internet, korzystając z nieodpłatnego Facebooka czy równie nieodpłatnej wyszukiwarki internetowej. Płacimy za to wszystko danymi na swój temat. Rezygnujemy więc z prywatności na rzecz oszczędności.

Elegancko ujął ten problem Wojciech Orliński, nadając zbiorowi swoich tekstów tytuł Jeśli nie jesteś płacącym klientem, jesteś towarem. W notce na swoim blogu dopowiedział: „wyciągam oskarżycielskiego palucha w kierunku tych, którzy działali na rzecz utowarowienia ludzkości”

(Inną sprawą jest to, że alternatywy wobec nieodpłatnego Facebooka w zasadzie nie ma, więc trudno mówić tu w ogóle o racjonalnym wyborze, skoro brak konkurencyjnych ofert). Czytaj dalej Prywatność została wynaleziona. I co z tego?

Zetabajty są pod kontrolą

Olga Drenda na łamach Dwutygodnika napisała, że

Holly Herndon jako jedna z niewielu postaci współczesnej muzyki uchwyciła moment, w którym rzeczywistość weszła na transhumanistyczny poziom, a ludzie stali się prawie zrośnięci ze swoimi urządzeniami

Swój tekst zilustrowała klipem do kawałka Chorus.

A mnie się wydaje, że dźwięki muzyki Herndon – zwłaszcza powyższego Chorus – to raczej nie uchwycenie jakiegoś momentu, kiedy rzeczywistość przechodzi w jakiś inny stan. To raczej projekcja jakiegoś momentu, kiedy ktoś podłączony, przyspieszony, zdezorientowany i już od dawna (jak nie od zarania dziejów, jak chce Stiegler) transhumanistyczny po raz pierwszy czuje, że panuje nad wszystkimi swoimi połączeniami, podłączeniami i innymi -jęczami. To sugeruje ten drobiący bit w dalekim planie, na który naniziane są wszystkie pozostałe elementy – on mówi „spokojnie, panujesz nad tym, tu jest struktura, na dodatek całkiem prosta, bo zero-jedynkowa”.

Ale jest też szansa, że za dwadzieścia lat będziemy patrzeć na muzykę Herndon tak, jak dzisiaj patrzymy na VR z Johny’ego Mnemonika.

mnemonic

P.S. Blog ma fanpejdż.

1fb3df12-896a-4675-a6e6-cab3633cf5a2.file

Dukaj, „nowy wymiar książki” i po co dzwonią lata osiemdziesiąte

Starość Aksolotla to nowy utwór Jacka Dukaja. W porównaniu do jego wcześniejszych tekstów dość krótki. Chyba najtrafniej określić go można pochodzącym z anglosaskiej tradycji terminem nowelli – czegoś między opowiadaniem a powieścią.

Książka porusza tematykę biologicznych uwarunkowań człowieczeństwa. Zawiązanie akcji jest proste: w niedalekiej przyszłości nadchodzi zagłada życia biologicznego, ale części ludzi – w tym naszemu głównemu bohaterowi, Grzesiowi, udaje się uploadować swoje świadomości do maszyn i tak przetrwać „koniec świata”.

Jakie targają nimi problemy? Jak próbują ułożyć sobie życie (?) po zagładzie? Jak będzie wyglądała organizacja polityczna świata, jeśli jedynymi, którzy przeżyją, będą komputerowe geeki? O tym i o wielu innych rzeczach pisze Dukaj wciągająco, choć szkoda że bez szerszego oddechu. Skojarzenia z Królem bólu i pasikonikiem są w pełni uprawnione, ale kto oczekuje podobnego ciężaru gatunkowego, może się rozczarować.

Może za wyjątkiem końcówki, do której jeszcze wrócę.

Ale dzisiaj nie będę interpretował treści utworu ani jego kontekstów znaczeniowych. Interesuje mnie raczej wizerunek, w jaki wydawca książki, Allegro, opakował tekst Dukaja i jako co próbuje go sprzedawać – jako nową jakość elektronicznej książki. Czytaj dalej Dukaj, „nowy wymiar książki” i po co dzwonią lata osiemdziesiąte

exmach1

Ludzie umrą, a roboty za nich polecą w kosmos

ŻEBY NIE BYŁO: Poniższy tekst nie jest recenzją. Za to zawiera treści potocznie uznawane za spoilery. Jeśli nie widziałeś lub nie widziałaś jeszcze filmu, a zależy ci na zaskoczeniu przez rozwój wypadków w nim przedstawionych, odradzam dalszą lekturę. Ale jeśli chcesz wiedzieć, co mam do powiedzenia na temat Ex Machiny – czytaj dalej. Zapraszam serdecznie.

Ex Machina to historia oparta na podobnym szkielecie fabularnym jak niedawna filmowa biografia Turinga – na teście podobnym do oryginalnego testu angielskiego matematyka, który pozwala zadać nie tylko o to, czy maszyna jest sztuczną inteligencją, ale też o status bycia w ogóle: czy to genialnego matematyka i bohatera, ale jednocześnie geja w homofobicznej czasoprzestrzeni powojennej Wielkiej Brytanii, czy to sztucznej inteligencji, która potrafi uwieść człowieka i zabić własnego stwórcę, by potem umknąć z laboratorium i zniknąć wśród przechodniów w wielkim mieście. Czytaj dalej Ludzie umrą, a roboty za nich polecą w kosmos

mechanical-turk

XXI-wieczny anty-luddyzm, czyli ludzie zabierają pracę maszynom i co będzie dalej

The Verge opublikowało zdjęcie (zaczerpnięte z portalu społecznościowego – Weibo) pracownicy firmy zajmującej się windowaniem aplikacji w rankingach AppStore.

Zdesperowany deweloper może dzięki usługom jednej z takich firm opłacić wskoczenie jego aplikacji do „Top 10” w cyfrowej dystrybucji Apple i w ten sposób przyciągnąć do swojego produktu więcej nowych nabywców.

Pozycjonowanie aplikacji w AppStore "ręcznie"
Pracownica pozycjonująca aplikacje w AppStore. Chiny. Za The Verge.

Ponieważ Apple wcześniej zareagowało na używanie w podobnych celach automatycznych botów, trzeba było przejść na pracę ludzkich rąk.

Czytaj dalej XXI-wieczny anty-luddyzm, czyli ludzie zabierają pracę maszynom i co będzie dalej

the-animatrix-the-second-renaissance

„Kiedy człowiek bije robo-psa, jest mi…” (dokończ zdanie)

Nowe wideo Boston Dynamics (aktualnie należy do Google, Inc.) prezentujące Spota – robotycznego psa – obiegło świat w błyskawicznym tempie (Reddit, Pochodne Kofeiny, Gazeta.pl).

Bardzo dobrze widać na nim, na jakim poziomie stoi aktualnie obsługa motoryki maszyny wzorowanej na zwierzęciu. Algorytmy sterują sposobem, w jaki pokonuje przeszkody terenowe, a także jak odzyskuje równowagę po… kopnięciu przez człowieka.

Zachowuje się przy tym jak biedny, przestraszony pies.

Nie powiem Wam, co czujecie, oglądając ten film. Ale podejrzewam, że to co ja, czyli rosnący z każdym powtórzeniem niepokój. Czytaj dalej „Kiedy człowiek bije robo-psa, jest mi…” (dokończ zdanie)

Źródło, licencja @ Wiki

Hashtagi, ćwierkanie i świat jako baza danych

Tagujemy zdjęcia na Instagramie, tweety na Twitterze, statusy na Facebooku, notki na blogu (także tym), utwory muzyczne na Last.fm, notatki w Evernote, wykopy na Wykopie i linki na Reddicie. Tagowanie stało się powszechnym sposobem organizowania treści w Internecie. Wystarczy kliknąć w odpowiedniego taga i już jesteśmy w tej części strony, która zbiera wszystkie obrazki/filmiki/teksty/cokolwiek innego, które administratorzy albo użytkownicy oznaczyli określonym tagiem.

Hashtagi są podgrupą tagów, która opiera się na stosowaniu określonego znaku na oznaczenie słów, które mają stać się tagami – hasha („#”). Dzięki odpowiedniej konstrukcji interfejsu oprogramowania (np. klienta Twittera) wprowadzanie tagów podczas pisania jest szybsze i prostsze niż dodawanie ich z odrębnego panelu, a dodatkowo tagi mogą znajdować się wewnątrz komunikatu, a nie w wyodrębnionej części przeznaczonej na meta-dane (na Twitterze są to data, login autora, a także czasami jego położenie geograficzne w momencie zamieszczenia komunikatu).

Tweet autorstwa autora bloga. Jego tweety można śledzić tutaj.
Tweet autorstwa autora bloga. Jego tweety można śledzić tutaj. Można też zaobserwować tutaj tagi różnego rodzaju, a także link do jego konta na Instagramie i metadane: login, nazwę do wyświetlania, datę i czas.

Hashtagi rozpowszechniły się najpierw na Twitterze. Mają nawet swojego wynalazcę i historię. Znak „hasha” wywodzi się z programowania i tablic numerycznych, przewędrował przez epokę popularności IRC, aż wylądował w microbloggingowym Twitterze i stamtąd rozsiał się po całej Sieci. Jednocześnie nie widzimy hashtagów poza Siecią, chyba że w tekstach kultury, które odsyłają do kultury internetów jako kontekstu, ale w taga na koszulce nie da się kliknąć, by przejść do innej strony.

Dlaczego więc akurat w sieci zaczęliśmy stosować hashtagi? Dlaczego są tak popularne? I do czego właściwie służą?

Czytaj dalej Hashtagi, ćwierkanie i świat jako baza danych