Stan internetu w Polsce

Stan czytelnictwa w Polsce w 2015 roku. Autorzy: Dominika Michalak, Izabela Koryś, Jarosław Kopeć

Dziś premierę miał raport Stan czytelnictwa w Polsce w 2015 roku, którego byłem współautorem.

Raport jest opracowaniem badania ilościowego na reprezentatywnej grupie Polaków w wieku 15+. Omawia różne problemy związane z czytaniem książek, prasy i… korzystaniem z internetu.

Czytaj dalej Stan internetu w Polsce

Prywatność została wynaleziona. I co z tego?

Greg Ferenstein zwraca uwagę, że prywatność została wynaleziona, a nie była od zawsze naturalnym pragnieniem człowieka. Wspomina o tym, że dopiero u schyłku średniowiecza zaczęto budować ściany wewnątrz domów. Wcześniej budynki nie umożliwiały odseparowania od siebie domowników. Dopiero od mniej więcej osiemnastego wieku Europejczycy nie śpią w tych samych łóżkach ze zgrajami dzieci, a pierwsze prawa chroniące prywatność obywateli wprowadzono w Stanach Zjednoczonych dopiero w XIX wieku. Nawet jeśli wejrzymy do polskich domów dziś lub na za pośrednictwem archiwalnych fotografii, nikogo chyba nie będzie dziwił widok ciasnych współdzielonych pokojów, w których trudno o intymność.

Ferenstein wyjaśnia, że ludzie historycznie byli skłonni oddawać prywatność za jakiś rodzaj zysku innego rodzaju, zazwyczaj o charakterze ekonomicznym. Dzisiaj też to robimy, przeglądając darmowy internet, korzystając z nieodpłatnego Facebooka czy równie nieodpłatnej wyszukiwarki internetowej. Płacimy za to wszystko danymi na swój temat. Rezygnujemy więc z prywatności na rzecz oszczędności.

Elegancko ujął ten problem Wojciech Orliński, nadając zbiorowi swoich tekstów tytuł Jeśli nie jesteś płacącym klientem, jesteś towarem. W notce na swoim blogu dopowiedział: „wyciągam oskarżycielskiego palucha w kierunku tych, którzy działali na rzecz utowarowienia ludzkości”

(Inną sprawą jest to, że alternatywy wobec nieodpłatnego Facebooka w zasadzie nie ma, więc trudno mówić tu w ogóle o racjonalnym wyborze, skoro brak konkurencyjnych ofert). Czytaj dalej Prywatność została wynaleziona. I co z tego?

Zetabajty są pod kontrolą

Olga Drenda na łamach Dwutygodnika napisała, że

Holly Herndon jako jedna z niewielu postaci współczesnej muzyki uchwyciła moment, w którym rzeczywistość weszła na transhumanistyczny poziom, a ludzie stali się prawie zrośnięci ze swoimi urządzeniami

Swój tekst zilustrowała klipem do kawałka Chorus.

A mnie się wydaje, że dźwięki muzyki Herndon – zwłaszcza powyższego Chorus – to raczej nie uchwycenie jakiegoś momentu, kiedy rzeczywistość przechodzi w jakiś inny stan. To raczej projekcja jakiegoś momentu, kiedy ktoś podłączony, przyspieszony, zdezorientowany i już od dawna (jak nie od zarania dziejów, jak chce Stiegler) transhumanistyczny po raz pierwszy czuje, że panuje nad wszystkimi swoimi połączeniami, podłączeniami i innymi -jęczami. To sugeruje ten drobiący bit w dalekim planie, na który naniziane są wszystkie pozostałe elementy – on mówi „spokojnie, panujesz nad tym, tu jest struktura, na dodatek całkiem prosta, bo zero-jedynkowa”.

Ale jest też szansa, że za dwadzieścia lat będziemy patrzeć na muzykę Herndon tak, jak dzisiaj patrzymy na VR z Johny’ego Mnemonika.

mnemonic

P.S. Blog ma fanpejdż.

1fb3df12-896a-4675-a6e6-cab3633cf5a2.file

Dukaj, „nowy wymiar książki” i po co dzwonią lata osiemdziesiąte

Starość Aksolotla to nowy utwór Jacka Dukaja. W porównaniu do jego wcześniejszych tekstów dość krótki. Chyba najtrafniej określić go można pochodzącym z anglosaskiej tradycji terminem nowelli – czegoś między opowiadaniem a powieścią.

Książka porusza tematykę biologicznych uwarunkowań człowieczeństwa. Zawiązanie akcji jest proste: w niedalekiej przyszłości nadchodzi zagłada życia biologicznego, ale części ludzi – w tym naszemu głównemu bohaterowi, Grzesiowi, udaje się uploadować swoje świadomości do maszyn i tak przetrwać „koniec świata”.

Jakie targają nimi problemy? Jak próbują ułożyć sobie życie (?) po zagładzie? Jak będzie wyglądała organizacja polityczna świata, jeśli jedynymi, którzy przeżyją, będą komputerowe geeki? O tym i o wielu innych rzeczach pisze Dukaj wciągająco, choć szkoda że bez szerszego oddechu. Skojarzenia z Królem bólu i pasikonikiem są w pełni uprawnione, ale kto oczekuje podobnego ciężaru gatunkowego, może się rozczarować.

Może za wyjątkiem końcówki, do której jeszcze wrócę.

Ale dzisiaj nie będę interpretował treści utworu ani jego kontekstów znaczeniowych. Interesuje mnie raczej wizerunek, w jaki wydawca książki, Allegro, opakował tekst Dukaja i jako co próbuje go sprzedawać – jako nową jakość elektronicznej książki. Czytaj dalej Dukaj, „nowy wymiar książki” i po co dzwonią lata osiemdziesiąte

exmach1

Ludzie umrą, a roboty za nich polecą w kosmos

ŻEBY NIE BYŁO: Poniższy tekst nie jest recenzją. Za to zawiera treści potocznie uznawane za spoilery. Jeśli nie widziałeś lub nie widziałaś jeszcze filmu, a zależy ci na zaskoczeniu przez rozwój wypadków w nim przedstawionych, odradzam dalszą lekturę. Ale jeśli chcesz wiedzieć, co mam do powiedzenia na temat Ex Machiny – czytaj dalej. Zapraszam serdecznie.

Ex Machina to historia oparta na podobnym szkielecie fabularnym jak niedawna filmowa biografia Turinga – na teście podobnym do oryginalnego testu angielskiego matematyka, który pozwala zadać nie tylko o to, czy maszyna jest sztuczną inteligencją, ale też o status bycia w ogóle: czy to genialnego matematyka i bohatera, ale jednocześnie geja w homofobicznej czasoprzestrzeni powojennej Wielkiej Brytanii, czy to sztucznej inteligencji, która potrafi uwieść człowieka i zabić własnego stwórcę, by potem umknąć z laboratorium i zniknąć wśród przechodniów w wielkim mieście. Czytaj dalej Ludzie umrą, a roboty za nich polecą w kosmos

mechanical-turk

XXI-wieczny anty-luddyzm, czyli ludzie zabierają pracę maszynom i co będzie dalej

The Verge opublikowało zdjęcie (zaczerpnięte z portalu społecznościowego – Weibo) pracownicy firmy zajmującej się windowaniem aplikacji w rankingach AppStore.

Zdesperowany deweloper może dzięki usługom jednej z takich firm opłacić wskoczenie jego aplikacji do „Top 10” w cyfrowej dystrybucji Apple i w ten sposób przyciągnąć do swojego produktu więcej nowych nabywców.

Pozycjonowanie aplikacji w AppStore "ręcznie"
Pracownica pozycjonująca aplikacje w AppStore. Chiny. Za The Verge.

Ponieważ Apple wcześniej zareagowało na używanie w podobnych celach automatycznych botów, trzeba było przejść na pracę ludzkich rąk.

Czytaj dalej XXI-wieczny anty-luddyzm, czyli ludzie zabierają pracę maszynom i co będzie dalej

the-animatrix-the-second-renaissance

„Kiedy człowiek bije robo-psa, jest mi…” (dokończ zdanie)

Nowe wideo Boston Dynamics (aktualnie należy do Google, Inc.) prezentujące Spota – robotycznego psa – obiegło świat w błyskawicznym tempie (Reddit, Pochodne Kofeiny, Gazeta.pl).

Bardzo dobrze widać na nim, na jakim poziomie stoi aktualnie obsługa motoryki maszyny wzorowanej na zwierzęciu. Algorytmy sterują sposobem, w jaki pokonuje przeszkody terenowe, a także jak odzyskuje równowagę po… kopnięciu przez człowieka.

Zachowuje się przy tym jak biedny, przestraszony pies.

Nie powiem Wam, co czujecie, oglądając ten film. Ale podejrzewam, że to co ja, czyli rosnący z każdym powtórzeniem niepokój. Czytaj dalej „Kiedy człowiek bije robo-psa, jest mi…” (dokończ zdanie)

Źródło, licencja @ Wiki

Hashtagi, ćwierkanie i świat jako baza danych

Tagujemy zdjęcia na Instagramie, tweety na Twitterze, statusy na Facebooku, notki na blogu (także tym), utwory muzyczne na Last.fm, notatki w Evernote, wykopy na Wykopie i linki na Reddicie. Tagowanie stało się powszechnym sposobem organizowania treści w Internecie. Wystarczy kliknąć w odpowiedniego taga i już jesteśmy w tej części strony, która zbiera wszystkie obrazki/filmiki/teksty/cokolwiek innego, które administratorzy albo użytkownicy oznaczyli określonym tagiem.

Hashtagi są podgrupą tagów, która opiera się na stosowaniu określonego znaku na oznaczenie słów, które mają stać się tagami – hasha („#”). Dzięki odpowiedniej konstrukcji interfejsu oprogramowania (np. klienta Twittera) wprowadzanie tagów podczas pisania jest szybsze i prostsze niż dodawanie ich z odrębnego panelu, a dodatkowo tagi mogą znajdować się wewnątrz komunikatu, a nie w wyodrębnionej części przeznaczonej na meta-dane (na Twitterze są to data, login autora, a także czasami jego położenie geograficzne w momencie zamieszczenia komunikatu).

Tweet autorstwa autora bloga. Jego tweety można śledzić tutaj.
Tweet autorstwa autora bloga. Jego tweety można śledzić tutaj. Można też zaobserwować tutaj tagi różnego rodzaju, a także link do jego konta na Instagramie i metadane: login, nazwę do wyświetlania, datę i czas.

Hashtagi rozpowszechniły się najpierw na Twitterze. Mają nawet swojego wynalazcę i historię. Znak „hasha” wywodzi się z programowania i tablic numerycznych, przewędrował przez epokę popularności IRC, aż wylądował w microbloggingowym Twitterze i stamtąd rozsiał się po całej Sieci. Jednocześnie nie widzimy hashtagów poza Siecią, chyba że w tekstach kultury, które odsyłają do kultury internetów jako kontekstu, ale w taga na koszulce nie da się kliknąć, by przejść do innej strony.

Dlaczego więc akurat w sieci zaczęliśmy stosować hashtagi? Dlaczego są tak popularne? I do czego właściwie służą?

Czytaj dalej Hashtagi, ćwierkanie i świat jako baza danych

Kool-Aid Man, awatar Rafmana w Second Life

Postapokalipsy Jona Rafmana oraz czy Ello rozkwitnie zanim obumrze

Jon Rafman (o jednej z jego prac wspominałem w poprzedniej notce) jest sympatycznym człowiekiem. Można było przekonać się o tym podczas środowego spotkania w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie.

O swojej pracy opowiada w wyjątkowy jak na artystę sposób – jest świadom niuansów pracy antropologa/etnografa, którym przynajmniej częściowo staje się w czasie swoich eksploracji Second Life’a. Potrafi też w dość erudycyjny sposób opowiadać o poszczególnych aspektach swoich artystycznych eksperymentów. Nie czuć od niego antyakademickiego zacięcia – potrafi czasami wczuć się w teoretyka i spojrzeć na swoje dokonania z jego perspektywy.

Jedna z wypowiedzi Rafmana wydała mi się szczególnie ciekawa. Opowiadał o Kool-Aid Man in Second Life, czyli jego filmach dokumentalnych o Second Life. Kręci je, szwendając się po wirtualnych lokacjach pod postacią maskotki amerykańskich napojów. W pewnym momencie powiedział, że Internet pełen jest miejsc, które opustoszały, ale dawni mieszkańcy zostawili w nich cały content, który stworzyli. Second Life jest jednym z nich, zwłaszcza niektóre jego zakątki. Jest światem, który istnieje od ponad dziesięciu lat, ale nigdy nie stał się naprawdę globalny, a dzisiaj zasilają go tylko niszowi fani. Choć można w nim znaleźć ogromne, nierzadko bardzo bogate przestrzenie wirtualnych lokacji, o ludzi znacznie trudniej. Czytaj dalej Postapokalipsy Jona Rafmana oraz czy Ello rozkwitnie zanim obumrze